Opinie

Witaj w przestrzeni
MIŁOSNYCH INSPIRACJI !

Tu znajdziesz mnóstwo inspiracji, ciekawych historii oraz opinii osób, które z pomocą naszej planety odnalazły swoje szczęście i przepis na prawdziwą MIŁOŚĆ.

Przeczytaj historie ( NIE ) z tej planety.
Zobacz co mówią o Nas inni.

Poznaj historie naszych Klientów :

Nie bójcie się zaufać

Stopniowo mieliśmy na siebie coraz bardziej katastrofalny wpływ, przeistoczyliśmy się w bezduszne energetyczne wampiry. Zaimek „my” jest tutaj nieprzypadkowy. Choć wina za nieudany związek rzadko kiedy rozkłada się symetrycznie, często leży po obu stronach.

Po kilku miesiącach włóczęgi, zatrzymaliśmy się na dłużej w Hanoi, gdzie zaczęłam uczyć angielskiego w renomowanej szkole językowej. Praca umożliwiła mi połączenie dwóch pasji: podróżowania i uczenia. Do pełni szczęścia brakowało mi jedynie zerwania. Marzyłam, żeby na zawsze pozostać singielką. Straciłam złudzenia. Nie ufałam mężczyznom, przestałam wierzyć w miłość. Pełna kapitulacja. Z rozgoryczenia wymyślałam przeróżne wymówki i teorie, na przykład, że przyciągałam do siebie wyłącznie zimnych drani, ponieważ porządni faceci mnie nie pociągali. Błędne, damsko-męskie koło. Singielstwo stało się dla mnie symbolem spokoju ducha.

Tak więc, gdy koleżanka poprosiła mnie, abym poszła na kawę z jej znajomym Pakistańczykiem, kategorycznie odmówiłam. W odpowiedzi usłyszałam: „Za późno, dałam mu już twój numer”. Wydzwaniał. Nie było wyjścia, musiałam go spławić osobiście. Było to o tyle trudne, że głowę miałam napchaną uprzedzeniami na temat Pakistanu. A co jeśli facet wysadzi mi się przy kawie? Zamierzałam odfajkować spotkanie w trybie ekspresowym. Zamiast terrorysty, odnalazłam bratnią duszę. Zakochaliśmy się na zabój, od pierwszego wejrzenia w czysto bollywoodzkim stylu. Wiem, wiem, też wcześniej nie wierzyłam w takie dyrdymały. Saqib sprawił, że w mgnieniu oka zapomniałam o wszystkich wcześniejszych postanowieniach oraz zrobiłam to, do czego przymierzałam się od dłuższego czasu. Skończyłam nieudany związek. Wynajęłam mieszkanie. Wyprowadziłam się.

Początki naszego związku obfitowały we wzloty i upadki. Dwa lata wcześniej, gdy Saqib wyjeżdżał na stałe z Pakistanu, żeby rozpocząć pracę w Singapurze, jego rodzice pospiesznie zaaranżowali dla niego zaręczyny. Małżeństwo z nieznajomą miało zapobiec rozbisurmanieniu najstarszego syna na obczyźnie. Czyżby podświadomie przeczuwali, że zakocha się w cudzoziemce? Karygodne wykroczenie dla konserwatywnych pakistańskich rodzin. Przez pierwsze dwa lata wszyscy byli przekonani, że nasz związek nie miał żadnych szans na przetrwanie. Wszyscy oprócz nas. W pewnym momencie nastąpił niespodziewany przełom i dzięki serii niewiarygodnych wręcz splotów okoliczności, pobraliśmy się. Ślub odbył się w Tanzanii, gdzie wtedy pracowaliśmy. Potem mieszkaliśmy też w Dubaju, Arabii Saudyjskiej, Nigerii i Beninie w Afryce Zachodniej, wkrótce znowu będziemy się przeprowadzać.

Przezwyciężyliśmy przeciwności losu, ponieważ zamiast gubić się w szczegółach, skupiliśmy się na sednie sprawy – chcieliśmy spędzić ze sobą resztę życia. Gdybyśmy zaczęli dzielić włos na czworo, z pewnością znaleźlibyśmy tysiące powodów do zerwania. Zwłaszcza, że obydwoje byliśmy po przejściach. Lecz zamiast rozpamiętywać zaprzeszłe krzywdy, wybaczyliśmy i zapomnieliśmy. Zerwanie okowów przeszłości ułatwiło nam wyjście z emocjonalnej skorupki. Obdarzyliśmy się absolutnym zaufaniem i miłością. Całkowicie się przed sobą otworzyliśmy i zaakceptowaliśmy. Zbudowaliśmy nasz związek na tolerancji i empatii. Choć nigdy nie próbujemy się na siłę zmieniać, zawsze chętnie się od siebie uczymy. Przypuszczam, że dlatego zjednoczenie ponad kulturowymi podziałami poszło nam jak z płatka.

Hanka i Saqib

Nie oszukasz przeznaczenia

Dziesiątki! Po to,żeby samą siebie upewnić,że nie śnię i po to, żeby innym dać nadzieję.
Chcecie bajki? Oto bajka.
Beata lat 51. Rozwód w 2002. To ominę.
Potem życie. Pasmo dni wypełnionych opieką nad dziecmi, pracą i tęsknotą. Za czymś. Za miłością…
I przekonaniem, że nie ma już porządnych mężczyzn. Nie ma udanych związków. Każdy napotkany, z którym zaczynałam coś budować, okazywał się potwierdzeniem tej teorii. Po kilku uczuciowych katastrofach postanowiłam! Zostanę sama!
Do końca Świata i po kres dni moich. Bo nie ma miłości!
Tak minęły lata. Na wzlotach i upadkach. Upadków było więcej.
Dzieci dorosły. Skupiłam się na pracy w ukochanym przedszkolu, odpusciwszy sobie randki, facetów i tę całą cholerną miłość. A czas uprzyjemnialam sobie pisaniem wierszy.
Tak, tak… Nawet odważyłam się założyć stronę na Facebooku zatytulowaną „W lekkim stanie nieważkości” i tam nieśmiało zaczęłam je wstawiać. I okazało się, że ktoś je czyta! Właściwie sporo osób. A jedna najintensywniej. Mężczyzna, jak się domyślacie.
Inteligentnie komentował, uprzejmie chwalił. Kultura, klasa i styl.
Proste lajki na FB przerodziły się w rozmowy. Łączyło nas podobne spojrzenie na świat, poczucie humoru, przeczytane książki, obejrzane filmy. I jeszcze coś… Krynica Morska!
Do której ja, bezrozumnie zakochana w tym miejscu, od 30 lat jeździłam na wakacje. A Piotr (bo w końcu przeszliśmy na Ty) historyk sztuki, uzdolniony projektant biżuterii i poławiacz bursztynu (nietuzinkowy zawód,prawda?) mieszkał i prowadził Galerię na Desce.
Początkowe rozmowy o wierszach zmieniły się w bardziej prywatne. Dzień zaczynał się porannym „Dzień dobry” i kończył wieczornym „Dobranoc”, przeciąganym do późnej nocy. Czekałam na te rozmowy. Oboje czekaliśmy. Uzależniały nas i pociągały. Trwało to kilka tygodni. Któregoś dnia Piotr zaproponował, żebym na parę dni przyjechała do Niego. Nie ukrywam, że przeraziłam się.
A co będzie, jeśli wirtualne zauroczenie pryśnie? Jeśli rzeczywistość rozczaruje? Znowu?
Tylko, po co w takim razie brnąć w ułudę?
Postanowiłam zaryzykować i… pojechałam!
Zestresowana, pełna dylematów i obaw, przez 390 km układałam wszystkie możliwe scenariusze pierwszego spotkania. Nawet z wersją szybkiej ewakuacji.
Niepotrzebnie.
Przywitał mnie, jak kogoś kto wraca do domu po długiej podróży.
A ja czułam się, jakbym do domu wróciła.
Inteligencja, ciepło, dobroć… wszystko to co widziałam na odległość – było. Było też coś więcej. Poczucie bezpieczeństwa i bliskości.

– Mam nieodparte wrażenie, że Cię skądś znam…
– Wiesz… kiedy 9 lat temu byłam tu na wakacjach, była w porcie wystawa bursztynu. Stał tam mężczyzna i trzymał w rękach bursztyn wielki jak bochen chleba.
Podał mi go i powiedział „Proszę tu przyjechać zimą, Bałtyk to morze północne…”
– „…tu się przyjeżdża zima a nie latem…”Wiedziałem, że Cię skądś znam! Taki kolor oczu widziałem tylko raz w życiu!
____________________

To nie bajka. Los faktycznie kiedyś postawił nas naprzeciw siebie. Nie zauważyliśmy tego.
Ktoś zadecydował widać, że należy nam dać drugą szansę…
Na moje 50 urodziny dostałam klucz od domu.
Zostawiłam za sobą poprzednie życie.
Mieszkam w Krynicy Morskiej już od roku.
Z Piotrem.
Istniejemy naprawdę!
Jeśli chcecie nas poznać, zapraszam!
Galeria na Desce mieści się w Hotelu Continental przy ul Przyjaźni 30 w Krynicy Morskiej.
Możecie nas tam spotkać.
I wtedy opowiemy Wam te historię na dwa głosy.
Pozdrawiamy!

Beata i Piotr

Zobacz co mówią o Nas inni:

Jeśli pragniesz prawdziwych relacji z drugim człowiekiem - musisz dobrze poznać Siebie!